-
Gorzej, że i Jerzy Blikle jest już poniekąd zabytkiem. Kiedy zapraszają go na spotkanie renciści z „Domu Matysiaków” lub studenci z „Hybryd”, idzie do nich nie jako producent ciastek, lecz żywy relikt Warszawy. Ma wiele do powiedzenia; choć pozornie jego relacje w mniejszym stopniu dotyczą spraw ogól- nowarszawskich, a przeważnie są opowieścią o losach cukierni, wszystko odczytuje się w kontekście z wydarzeniami historycznymi. Kiedy opowiada o przebudowie i unowocześnieniu lokalu krótko przed wojną czy o żmudnej jego rekonstrukcji wśród pustyni gruzów, wyłaniają się obrazy bogate w treść, syntetyzujące, mówiące o całej Warszawie. Jest także Blikle III reliktem pod innym względem.
